3… 2… 1… START! Cześć – oficjalnie witamy się z Wami na blogu Sportowej Inicjatywy! Zanim rozkręcimy się na dobre, kiedy to bić będą się o nas PnŚ i DDTVN, zapraszamy do poczytania o najbardziej aktualnym temacie: o wakacjach!!!

Swego czasu, kilka ładnych lat wstecz, uwielbiałam stwierdzenie: „ja to nie miałam wakacji”. I nie mylcie tego z faktycznym brakiem wypoczynku. Moja pamięć starczała może na 2 tygodnie i ponownie dręczyły mnie myśli o tym, gdzie by tu znowu wyruszyć. To taki trochę syndrom włóczęgi. Będzie udzielać się wszystkim tym, którzy za dzieciaka za dużo obcowali z naturą (pozdrawiam 40 GDH) i teraz dożywotnio chcieliby planować. Pierwszy wpis właśnie poświęcę planowaniu! Przemyślenia poprzedzone zostały kilkuletnią praktyką w relacji kobiety i mężczyzny, w którym ma spełniać się teoria: przeciwieństwa się przyciągają. Podczas tegorocznych wakacji (podobnie jak w roku ubiegłym) do naszego wesołego duetu dołączy zbuntowany dwulatek, który do perfekcji opanował dźwięczne: NIE-E.

Zanim podzielimy się z Wami naszymi wszystkimi konkretami urlopowymi (tak tak, na blogu będziecie dostawać od nas świeżutkie, gotowce urlopowe!), słów parę, o tym, jak do tego całego projektu WAKACJE się zabrać. Wierzę, że wielu z Was ma już za sobą niejeden dobrze zrealizowany plan, ale kilka rad nie zaszkodzi.

Pierwsze najważniejsze – potrzeba matką dobrego pomysłu. Bo teoretycznie sami powinniśmy wiedzieć, czego oczekujemy od wspólnego spędzania wolnego czasu. Niby oczywiste, ale pamiętajcie o opracowaniu wspólnego frontu! Co sprawia Wam największą frajdę? Jak jest sobota i już jesteście po zakupach i kawkach u teściów, to na co macie ochotę? Co bardziej Was kręci: bieganie, czy leżakowanie? Spacer po mieście, czy wyprawa rowerowa w lesie? Przy określaniu swoich własnych oczekiwań wakacyjnych warto przetestować wybrany wariant na sucho (przed wyprawą wakacyjną). U nas szczęśliwie wyłoniliśmy faworyta: to rower!

Po drugie, jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę! Stare, ale jare. Jakbym miała pofantazjować ze swoimi potrzebami, to widzę siebie jedną nogą na plaży w Miami z kolorowym drineczkiem w rąsi, a drugą na kitesurfingu z kangurami w Australii. No, ale mówią: mierz siły na zamiary. Dlatego tak ważne jest określenie wakacyjnego budżetu. Nie głupią praktyką jest całoroczne zbieranie małych kwot na poczet planowanego urlopu. Wiemy jednak z autopsji, że to nie takie proste! Ratunkiem mogą być niskobudżetowe wakacje krajowe – gdzie zamiast pięciogwiazdkowego Resort&SPA odnaleźć można urokliwy domek z widokiem na wodę (zalecana wcześniejsza rezerwacja). Ważne żeby czuć się bezpiecznie: zarówno w głowie jak i w portfelu.

Jak już wiecie co chcecie i za ile, czas na research. Traktujcie go jako dobrą zabawę. Jeżeli nastawiliście się na urlop zorganizowany przez agencję turystyczną, rozważcie obie opcje: szukajcie ofert zarówno w sieci, ale nie zapomnijcie o skontaktowaniu się z lokalnym biurem turystycznym. Może uda Wam się zagadać miłą Panią w biurze i wynegocjujecie sobie jakieś gratisy (darmowy parking, transfer na lotnisko). Przy wakacjach organizowanych we własnym zakresie research może ogromem pracy przypominać habilitację z turystyki stosowanej. Nie taki diabeł straszny – trochę fantazji i kilka sprawdzonych portali noclegowych (my osobiście polecamy  airbnb.pl) i poszukiwania zakończą się sukcesem (choć tu też czas ma znaczenie – atrakcyjne lokalizacje rezerwowane są z dużym wyprzedzeniem).

Po czwarte, dajcie się wkręcić. Wiecie gdzie jedziecie, nie szalejecie za mocno na miejscu (bo przecież odkładacie na wakacje!), ale może warto zasięgnąć inspiracji: muzycznej, kulturowej, kulinarnej. Planujecie podróż autem? Zgrajcie sobie jedną płytę (czy na pendrive) z tradycyjną muzyką dla „wczucia się” w klimat. Wasze miejsce docelowe obfituje w przepyszną kuchnię? W Biedrze akurat trwa tydzień z tymże krajem/regionem? Zróbcie sobie romantyczną kolację, żeby można było później porównać kuchnie odtwórczą z tą unikalną.

Precz z przedurlopową prokrastynacją. No chyba, że to wakacje spontan. Ale w naszych smutnych etatowych i przedsiębiorczych realiach zazwyczaj znamy dzień i godzinę. Jeżeli znamy – dobrze byłoby sprawy wymagające czasu (zakup lekarstw, ubezpieczenie, przegląd garderoby) rozłożyć sobie w czasie. Wszystko po to, by w dniu wyjazdu radosnym altem nie zaśpiewać:



No wreszcie, ostanie, ależ jak fundamentalne – wyluzuj. Zachowanie komfortu psychicznego to podstawa wypoczynku! We wpisie kilka fot z naszych poprzednich wypraw. Cały czas uczymy się perfekcji planowania. Nierzadko obarczonej latającymi patelniami i gimnazjalnymi fochami. Już wkrótce słów parę o WAKACJACH 2016! Bądźcie z nami koniecznie!

projekt ue